KANAŁ ELBLĄSKI


Kilka słów o kanale i jego historii. Kanał elbląski jest najdłuższym kanałem żeglownym w Polsce. Jego całkowita długość z odgałęzieniami wynosi 151,7 km. Trasa kanału biegnie z jeziora Jeziorak, przez zespół pochylni do jeziora Druzno. Dalej przez rzekę Elbląg aż do Zalewu Wiślanego. Inną trasą, przez kanał Jagielloński, rzekę Nogat i Wisłę można dopłynąc z Iławy na Bałtyk. Różnica poziomów lustra wody jeziora Jeziorak a poziomu lustra wody jeziora Druzno sięga 100 m. Osobliwością na skalę europejską jest zespół 5 pochylni, po których przetacza się statki na specjalnych platformach ustawionych na szynach. Na kanale od Ostródy do Elbląga, oprócz pochylni funkconują jeszcze 2 śluzy (Miłomłyn, Zielona). Oficjalne otwarcie kanału odbyło się 31 sierpnia 1860 roku, w 2010 roku kanał obchodził swoje 150-lecie. Niewiele jest w Polsce zabytków techniki takich jak Kanał Elbląski. To dzieło hydrotechniczne pruskigo inżyniera Georga Jacoba Steenke do dziś zadziwia prostotą i trwałością rozwiązań. Pomimo upływu 150 lat od momentu uruchomienia nadal działa i przewozi stataki.

W poniedziałek (03.05.2010) wcześnie rano oddaliśmy cumy w Siemianach i wypłynęliśmy w kierunku kanału elbląskiego. Tego dnia pogoda nas nie rozpieszczała. Było zimno i pochmurnie a co jakiś czas kropił lekki deszczyk. Około 9.30 dopłynęliśmy do wejścia do kanału iławskiego. Jest ono dobrze widoczne z daleka bo nad kanałem przebiega most. Przed mostem znajduje się stacjonarny pomost gdzie można przygotować łódkę do dalszej żeglugi po kanale. Położyliśmy maszt, zrobiliśmy klar na pokładzie i powoli wpłynęliśmy do krótkiego, wąskiego kanału łączącego Jeziorak z jeziorem Dauby. Jezioro jest małe więc przepływamy je w 5 minut i znowu wpływamy do kanału. Między Jeziorakiem a Miłomłynem kanał nie jest zbyt szeroki a dodatkowo przecinają go liczne mosty. Szczególną ostrożność trzeba zachować przepływając przez stosunkowo wąskie wrota przeciwpowodziowe. W przypadku naszego Janmora zostawało tylko po pół metra luzu z każdej burty. Wrota przeciwpowodziowe ”Zagadka” i ”Ligowo” mają chronić przed odpływem wody z kanału gdyby nastąpiło przerwanie grabli i woda z kanału zaczęłaby spływać do jeziora karwińskiego. Wrota te w razie obniżenia poziomu wody w kanale zablokują również odpływ wody z Jezioraka. Żeglugę po kanale do samego jeziora Druzno utrudniała długa płetwa sterowa. Często zdarzało sie, że ”wybijało” nam płetwę bo kanał miejscami ma tylko 1.2 m głębokości. Po godzinie żeglugi dopływamy do miejsca gdzie kanał biegnie po nasypie przecinającym jezioro Karnickie. Lustro wody w kanale jest położone 2 m wyżej niż lustro wody jeziora Karnickiego. Obie części jeziora połączone są rurami biegnącymi pod nasypem. Koło 12000 dopływamy do Miłomłyna, tutaj szlak się rozwidla. Skręcając w prawo, przez śluzę dopłyniemy do Ostródy a płynąc prosto do Elbląga. My płynęliśmy w stronę Elbląga zostawiając miasto po prawej stronie. Dopłynęliśmy do chyba najwęższego przejścia na kanale iławskim czyli mostu w Miłomłynie. Szerokość przejścia pod tym mostem wynosi tylko 3,6 m więc przepływaliśmy bardzo wolno asekurując burty pagajami. Chcieliśmy zatrzymać się na chwilę w Miłomłynie żeby zrobić zakupy więc wpłynęliśmy do miasta ale już od strony kanału elbląskiego. Wypływając z kanału iławskiego skręcamy w prawo w kierunku centrum Miłomłyna. Cumujemy przy nowiutkim pomoście, praktycznie w samym centrum miasteczka. W tym miejscu mała uwaga. Wzdłuż kanału elbląskiego nie ma dogodnie położonych stacji benzynowych, więc oznacza to brak możliwości zakupu paliwa. W Miłomłynie jest stacja paliw więc warto sprawdzić zapas paliwa i ewentualnie go uzupełnić. Niestety do stacji benzynowej jest 1 km drogi (ul.Ostródzka 2).

Po zrobieniu drobnych zakupów w Miłomłynie popłynęliśmy dalej w kierunku pochylni kanału elbląskiego. Od Miłomłyna kanał elbląski jest znacznie szerszy niż kanał iławski, głębokość w obu przypadkach jest podobna. Sam kanał wije się malowniczo pośród liściastych lasów. Momentami widoki zapierają dech w piersiach, szczególnie w maju gdy przyroda budzi się do życia. Sporą zaletą rejsu po kanale elbląskim w okresie wczesnowiosennym jest to, że roślinność wodna nie zdążyła się jeszcze rozwinąć i nie utrudnia żeglugi. Na całej trasie z Iławy do Elbląga nie mieliśmy większych problemów z nawijającymi się na śrubę wodorostami. Zdarzało się natomiast, że po zimie w kanale leżały połamane konary i gałęzie. Po dwóch kilometrach żeglugi kanałem wypłynęliśmy na jezioro Ilińsk. Skręciliśmy w prawo, opłynęliśmy cypel i skierowaliśmy się na północ. Po lewej stronie minęliśmy dochodzące do jeziora zabudowania miejscowości Majdany Małe. Dopłynęliśmy do miejscowości Winiec gdzie kończy się Jezioro Ilińskie. Dalej szlak prowadził przez trzy małe jeziora aż w końcu wypływamy na wody jeziora Ruda Woda zwanego również jeziorem Duckim. Wypływając na jezioro Ruda Woda po prawej stronie minęliśmy solidny, biały pomost ośrodka wypoczynkowego (w sezonie 2010 był zamknięty). Na wodzie przygotowaliśmy przekąski czyli niezastąpione przy kiepskiej pogodzie ”gorące kubki”. Na Rudej Wodzie nie ma zbyt wielu pomostów przy których można stanąć. Oprócz nieczynnego ośrodka wypoczynkowego możemy jeszcze zacumować w Bazie Żeglarskiej Hufca ZHP Łódź-Polesie w Wenecji. Na końcu jeziora po prawej stronie mijamy miejscowość Wilamowo gdzie znajdziemy sklep i bar. Przepłynęliśmy jezioro Ruda Woda i przez kanał dopłynęliśmy do jeziora Sambrud. Jezioro to poza farwaterem jest płytkie i bardzo zarośnięte. Jako, że zimna i pochmurna pogoda z lekka nas już wymęczyła chcieliśmy stanać na nocleg w Małdytach. W końcu to małe miasteczko i przystań statków Żeglugi Ostródzko-Elbląskiej a na mapie jest informacja, że znajdziemy tam sklep, bar i stację paliw. Gdy dopłynęliśmy do Małdyt zobaczyliśmy wysokie, betonowe nabrzeże zupełnie nienadające się dla naszej łódki. Dodatkowo ”przystań” znajduje się tuż przy stacji kolejowej Małdyty. Sama okolica wydała się nam naprawdę mało ciekawa. Mimo zmęczenia i padającego deszczu postanowiliśmy, że popłyniemy dalej i poszukamy lepszego miejsca na postój. Po drodze nie trafiliśmy niestety na dobre miesjce nadające się do cumowania. Szybko przelatujemy resztę kanału i koło 17.30 dopływamy do pochylni Buczyniec. Pochylnie były już nieczynne więc nocowaliśmy w przed pochylnią w Buczńcu. Przy pochylni jest sklepik z pamiątkami oraz bar, który na szczęście był jeszcze czynny. Zamówiliśmy więc po gorącym żurku i po porcji pierogów. W końcu przestało padać więc po barowej kolacji poszliśmy obejrzeć pochylnie. Jeszcze gorąca herbatka z rumem na łódce i wszyscy wylądowoliśmy w śpiworach. Chcieliśmy trochę odpocząć bo nastęnego dnia czekała nas przeprawa pochylniami kanału elbląskiego.