DZIECKO NA JACHCIE


Podstawowe pytanie czy dzieci na jachtcie to wogóle dobry pomysł. Czy nie jest to dla niech zbyt niebezpieczne? Czy nie będą się za bardzo się nudziły na wodzie? No i w końcu czy inni członkowie załogi wytrzymają do końca rejsu? Takie i inne pytania zadają sobie żaglujący rodzice przed pierszym rejsem ze swoimi pociechmi. Z doświadczenia mogę powiedzić, że można a nawet trzeba pływać z maluchami. Musimy się tylko do tego przygotować tzn. wybrać nadający się do tego jacht i załogę, zabrać ze sobą odpowiednie wyposażenie, odpowiednio zaplanować trasę rejsu i zawsze pamiętać o bezpieczeństwie

Nasz dzieci wcześnie zaczęły przygodę z żeglarstwem. Ola popłynęła w swój pierszy rejs jak miała 8 miesięcy a Bartek 2 lata. Na pokładzie dzieci miały zawsze założone, dobrane do ich wagi i wzrostu, kamizeli ratunkowe. Standardowo na jachtach czarterowych niestety nie ma kapoków odpowiednich dla maluchów. Trzeba się w nie zaopatrzyć samemu. W sklepach sportowych wybór pasów ratunkowych może być ograniczony do typowych rozmiarów ale w sklepach żeglarskich na Mazurach (np. w Giżycku) można bez problemu kupić w zasadzie każdy rozmiar. Kamizeli naszym pociechom zakładaliśmy nie tylko na pokładzie ale również wszędzie tam gdzie było ryzyko, że wpadną do wody (w porcie, na kei). Nasz 4-letni syn sam zdejmował kamizelkę jak wchodził pod pokład i pamiętał żeby ją założyć jak wychodził na zewnątrz. Jeżeli dziecko jest na tyle duże, że samo umie założyć kamizelką, sprawdźcie koniecznie czy zrobiło to dobrze. Wiem, że dzieciom nie zawsze odpowiada noszenie pomarańczowych kubraków. Możemy zaprzyjaźnić nasze maluchy z kamizelką już w sklepie. O ile jest taka możliwość pozwólmy im wybrać ich kamizelkę a na jachcie dajmy dobry przykład i sami załóżmy kamizelki. W naszym przypadku nie było z tym żadnego problemu ale wiem, że nie zawsze tak jest. Z dziećmi na pokładzie pływamy spokojnie, bez efektownych przechyłów, bez żadnych "dzikich" wygłupów, przy większym wietrze zawsze się refujemy. Przy manewrach portowych, przy kładzeniu masztu dzieci zazwyczaj schodziły na chwilę pod pokład. Wiemy, że takie sytuacja są dla nich najciekawsze więc jeżeli podejście było proste, była dobra pogoda i w porcie jest dużo miejsca pozwalaliśmy im na pozostanie na pokładzie. Dzieci muszą wiedzć, że nie wolno im wychylać się burtę, że chodząc po pokałdzie muszą się czegoś trzymać. Po pokładzie poruszamy się wyłącznie w butach, nigdy na bosaka.

Każdy jacht może być odpowieni, wcale nie musi to być mazurski "krążownik". Ważne jest to żeby łódka była bezpieczna. Każdy z żeglarzy ma swoją definicję bezpiecznej jednostki, ciężko tutaj coś doradzać. Moim zdaniem przeżaglowane i odbalastowane łódki, które dorosłej załodze dają ogromną frajdę, nie nadają się na rodzinny rejs z dziećmi. Ja wybrałbym jacht cięższy, solidnie zabalastowany i co bardzo ważne w dobrej "kondycji". Praktyka pokazuje, że wiek jachtu nie zawsze idzie w parze z jego stanem technicznym. Zdarzają się egzemplarze, które jako nowe sprawiają wiele problemów i znam wiele kilkuletnich łódek, bardzo zadbanych, w nienagannym stanie technicznym. Wielkość jachtu ma wpływ na komfort żeglugi dorosłej części załogi. Na naszym Janmorze dzieci kładziemy spać w zamykanej dziobowej a sami urządujemy wieczorem w mesie albo w kokpicie. Maluchom nie przeszkadza wtedy zapalone światło i ciche rozmowy. Słówko jeszcze o silniku. Dobrze jak ma lekki zapas mocy w stosunku do wielkości jachtu i oczywiście jest w dobrym stanie technicznym (zapala bez większych problemów, nie gaśnie w najmniej odpowienim momencie, równo pracuje).

Zgrana załoga, która wie na coś pisze to podstwa. Mamy za sobą kilka wypadów z dziećmi na żagle i zdecydowanie możemy polecić układ dwóch rodzin z dziećmi. Dorośli mają wtedy swoich kompanów a dzieciaki swoich. O ile maluchy są w podobnym wieku zazwyczaj doskonale się razem bawią, zarówno podczas żeglugi jak i na postoju. Rodzice w tym czasie mogą spokojnie pożeglować, przygotować posiłek albo trochę odpocząć. W coraz większej liczbie portów urządzone są place zabaw. Wtedy wystarczy jedna osoba żeby patrzeć czy dzieciaki w miarę grzecznie się bawią. Rejs na dwie rodziny wymaga jedank odpowiednio pojemnego jachtu, wystarczy do tego łódka o długości około 8 metrów (Tango 780, Solina 800, Janmor 28). We dwójkę (tylko z żoną) z małymi dziećmi pływanie jest utrudnione bo brak jest jednej osoby do pomocy na przy manewrach. Zabieranie do załogi przypadkowej osoby, nie obytej z "dziecięcymi" realiami może się źle skończyć.

Trasę rejsu planowaliśmy tak, żeby na wodzie spędzić 3-5 godzin. Przy dłuższym przelocie, dzieci będą się nudzić, zacznie się wymyślanie problemów i wszyscy mogą mieć popsuty dzień. Porty dobieraliśmy pod dzieci, tak żeby był plac zabaw, towarzystwo innych dzieci, miejsce do pobiegania. Dobrze jest jak na terenie przystani jest strzeżone kąpielisko, nasze dzieciaki uwielbiają wodę. Wiele osób wybiera południe Mazur na rejs z dziećmi. My zw względu na czystość wody pływamy po północy. Przystanie, które odwiedziliśmy z dziciakami. Ośrodek Ognisty Ptak w Ogonkach nad jeziorem Święcjaty to naprawdę dobre miejsce na postój z dziećmi. Doskonale urządzony plac zabaw, strzeżone kąpielisko, czyściutkie sanitariaty, woda i prąd na kei, pozatym spokój i cisza. Ceny za postój są trochę wyższe niż w innych portach ale zapewniam że warto.


KINDER PARTY '08

Tak jak w poprzednim roku ostatni tydzień czerwca, zarezerwowaliśmy sobie na żeglowanie po Mazurach z naszymi pociechami Bartek (4 lata) i Ola (8 miesięcy). Do załogi dołączył szwagier z synem Mikołajem (3lata) i chrześnica Magdy - Emilia. Na pokładzie była czwórka dorosłych i czwórka dzieciaków. Pływaliśmy z maluchami w ubiegłym roku ale tylko z Bartkiem i Mikołajem. W tym roku było zdecydowanie "ciekawiej" ....

Nasz rejs zaczęliśmy w sobotę w Giżycku, zapakowanie całego "towarzystwa", niezliczonej ilości toreb i innych niezbędnych rzeczy np. wózka spacerowego dla Oli, zajęło nam całe popołudnie. Łódka jest przestronna, więc udało się to wszystko jakoś upchnąć pod pokładem. Pierwszy wieczór z naszymi pociechami na łódce zwiastował ciekawą przygodę. Dzieci nie chciały położyć się spać, wszystko było dla nich nowe i ciekawe. W końcu po 22.00 udało się - dzieci śpią. Spokój na pokładzie, a w zasadzie pod pokładem, był bardzo krótki. O godzinie 6.00 rano dzieciaki zafundowały nam pobudkę bo przecież "już nie ma nocki" i trzeba wstawać. Mimo nie ludzkiej godziny wszyscy musieliśmy wstać, ubrać dzieciaki i przygotować śniadanie. No i się zaczęło wymyślanie. Bartek zażyczył sobie "naleśniczki", Mikołaj płatki z mlekiem a Emilia kanapki z pasztetem. Dzieciom ciężko jest wytłumaczyć, że menu jest okrojone bo na jachcie nie jest tak samo jak w domu. Uzgodnienie i przygotowanie śniadania było całkiem proste w porównaniu z dopilnowaniem, żeby jak najmniej dżemu z naleśników wylądowało na materacach.

W końcu przed południem wypływamy z Dalby. Dzieciaki musiały zaczekać pod pokładem aż wyjdziemy z portu, bo Dalba do najluźniejszych nie należy. Wyszliśmy na Niegocin i pokręciliśmy się z godzinkę na żaglach. Później zrzuciliśmy żagle, położyliśmy maszt i kanałem popłynęliśmy w kierunku mostu. Staraliśmy się trafić na otwarty most, żeby nie stać położonym masztem w kanale. Gdybyśmy stanęli dzieciaki zaraz chciałyby na brzeg a wychodzenie z dziećmi z jachtu przycumowaneago "long side" do opaski, do moich ulubionych nie należy. Po wyjściu z kanału na Kisajno postanowiliśmy zrobić małą przerwa w Strandzie. W końcu dzieci były na wodzie już ze dwie godziny.Po godzine oddaliśmy cumy i popłynęłiśmy do Sztynortu. Było wczesne popołudnie Mikołaj i Ola musieli się zdrzemnąć. W tym czasie Bartek z Emilką "wędkowali" przy pomocy cum i innych wolnych linek jakie znaleźli na pokładzie. I tak, bujając się spokojnie dopłynęliśmy do Sztynortu. Zaraz po tym jak przycumowaliśmy, Magda z pomocą Emili wzięła całą "dzieciarnię" na zakupy a faceci mieli ogarnąć łódkę.



  Galeria zdjęć   "KINDER PARTY '08"